O mnie - MOJA HISTORIA
Nazywam się Ewelina i mam 24 lata. Pochodzę z Chełma, ale prawie cały czas przebywam w Lublinie, ze względu na naukę. Jestem osobą niewidomą. Chcę Wam opowiedzieć moją historię...
Urodziłam się z wadą wzroku. Lekarze odrazu nie dawali mi szans na normalne widzenie. Nosiłam okulary. Przeszłam kilka operacji, które nie przyniosły żadnego pomyślnego rezultatu, ale wada nie pogłębiała się. Rozwijałam się jak każde dziecko. Rodzice posłali mnie do szkoły masowej. W I. klasie szkoły podstawowej, w drodze ze szkoły do domu, zostałam potrącona przez samochód. Byłam dość długo w szpitalu. Badania, które zostały wykonane po wypadku, nie wykazały oprócz wstrząsu mózgu, żadnych poważniejszych obrażeń. Wtedy nikt jeszcze nie przypuszczał, że... to początek bardzo trudnej drogi...
W wieku 11. lat, to było pod koniec roku szkolnego, zauważyłam, że zaczynam gorzej widzieć. Najpierw jakiś czarny punkt krążył mi w okolicy lewego oka a potem... czarna mgła... W ciągu trzech dni straciłam wzrok zupełnie.
Kiedy zgłosiłam się do kliniki okulistycznej, lekarze powiedzieli, że mamy do czynienia z bardzo ciężkim przypadkiem odklejenia siatkówki. Stwierdzili rówież, że stało się tak na skutek bardzo silnego wstrząsu głowy, którego doznałam podczas wypadku i że siatkówka może się odkleić dopiero po kilku latach od takiego uderzenia. Od razu mój przypadek został poddany szczegółowym badaniom, konsultacjom z różnymi specjalistami, a następnie skierowana zostałam do Łodzi, gdzie przeszłam operację. Tam również nikt nie dawał mi wielkich szans na odzyskanie wzroku, mówiąc że to bardzo trudny przypadek.
Po operacji zaczęłam troszkę widzieć. Jednak było to widzenie bardzo niestabilne i rozmazane. Już miesiąc po operacji, podczas wizyty kontrolnej, Pan Docent stwierdził, że siatkówka odkleja się na powrót, że teraz będzie z dnia na dzień coraz gorzej, że medycyna tak szybko się rozwija, że napewno kiedyś...
Nie mogłam tego słuchać. Miałam dopiero 11 lat, ale bardzo dobrze wiedziałam, co mnie czeka.
W drodze powrotnej do domu, kiedy jechałam pociągiem, próbowałam sobie przypomnieć, jak wygląda moja rodzina, mój pies, moje mieszkanie, drzewa, kwiaty i wszystko, co mogłam widzieć do tej pory. Pragnęłam to zasuszyć, zachować jak jesienny liść w starej książce. Wiedziałam, że nikt nie może mi tego zabrać.
W ten sposób trafiłam w pierwszych dniach września do Ośrodka Szkolno-Wychowawczego dla Dzieci i Młodzieży Słabo Widzącej im. Prof. Zofii Sękowskiej w Lublinie. Tam bardzo szybko z pomocą wykwalifikowanej kadry pedagogicznej nauczyłam się czytać pismem punktowym i poruszać się z białą laską. W szkole tej spędziłam 8 lat, od V do VIII klasy szkoły podstawowej, a następnie od I do IV klasy liceum. Przez te lata stałam się bardzo samodzielna. Z pomocą nauczycieli i wychowawców nauczyłam się wykonywać wiele czynności dnia codziennego.
W międzyczasie straciłam wzrok zupełnie, na oba oczy. Usunięto mi lewą gałkę oczną i zastąpiono protezą. Były to lata, kiedy dojrzewałam fizycznie i psychicznie. Jako tak młoda osoba musiałam uporać się nie tylko z utratą wzroku, ale też z trudną sytuacją rodzinną. Mój tata był alkoholikiem, a kiedy miałam 15 lat popełnił samobójstwo. Po jego śmierci musieliśmy się wyprowadzić z mamą i rodzeństwem do ośrodka dla bezdomnych w Chełmie. To wszystko było dla mnie bardzo trudne. Nie wytrzymywałam tego ciśnienia. Weszłam w okres buntu młodzieńczego. Wstydziłam się faktu, że nie widzę, że muszę chodzić z białą laską. Izolowałam się od rówieśników. Miałam myśli samobójcze... Myślałam, że jestem zerem, że nikt mnie nie rozumie, bo nikt nie stracił wzroku, tylko ja, więc skąd nauczyciel czy wychowawca może coś o tym wiedzieć. Wszyscy chcieli mi pomóc, ale ja zamknęłam się w swojej szczelnej skorupie. To był straszny czas. Trudno mi o tym pisać, ale chcę zaznaczyć, że było bardzo źle ze mną, z moją samooceną oraz systemem wartości.
Nagle zachorowałam na pewną chorobę neurologiczną. Zapadłam w śpiączkę... Gdy się obudziłam, poczułam, że to jest nowa szansa,nowe życie i że ode mnie w dużej mierze zależy to, co teraz z nim uczynię.
Tak zaczęłam nową drogę. Postanowiłam się nie poddawać. Postarałam się o dodatkowe godziny orientacji przestrzennej (nauki chodzenia z białą laską. Zaczęłam się solidnie przygotowywać do matury. Zaczęłam również myśleć o studiach. Moim marzeniem była filologia germańska w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim Jana Pawła II.
Studia
Spotkałam na mojej drodze bardzo wielu życzliwych ludzi, zarówno wśród pracowników uniwersytetu, jak również wśród studentów. Trafiłam do Pełnomocnika do Spraw Studentów Niepełnosprawnych, gdzie otrzymałam fachową pomoc, poradę i wsparcie. Zgłosiło się wielu studentów, którzy zadeklarowali swoją pomoc w przygotowaniu mnie do egzaminów wstępnych na filologię germańską oraz do matury z z języka polskiego, niemieckiego i angielskiego. Szkoła, w której się uczyłam, współpracuje ze szkołą dla dzieci niewidomych w Bremen. Dzięki temu miałam okazję kilka razy uczestniczyć w wymianach z młodzieżą niemiecką, a następnie wyjechać na prywatny pobyt do ludzi, których tam poznałam. Niektóre osoby nie wierzyły we mnie, że uda mi się dostać na studia i je skończyć. Ja oraz osoby, które we mnie wierzyły, włożyliśmy mnóstwo wysiłku w to, żeby moje marzenie się ziściło. Po pomyślnym zdaniu egzaminów wstępnych w 2004 roku dostałam się na mój wymarzony kierunek.
Początki nie były łatwe, gdyż prawie wszystkie przedmioty, z wyłączeniem przedmiotów katolickich oraz niektórych przedmiotów pedagogicznych, były prowadzone w języku niemieckim. Nie było łatwo, gdyż wiele osób po raz pierwszy miało do czynienia z osobą niepełnosprawną i nie wiedzieli jak ze mną rozmawiać, jak mnie traktować. Mimo to spotkałam się z ogromną życzliwością wykładowców oraz osób studiujących. Kilka osób zaproponowało pomoc w dyktowaniu tekstów, słówek, w skanowaniu materiałów, gdyż nie było jeszcze nic dla germanistyki w formie elektronicznej, ponieważ muszę wyznać, że byłam pionierką na tym kierunku. W drugiej połowie I roku pracownia tyflodydaktyczna na uczelni została rozbudowana, gdyż pojawił się nowy pracownik, który zajmował się skanowaniem oraz poprawianiem książek i innych materiałów, które miały być potem dostępne w formie elektronicznej, tak żebym mogła to odtworzyć za pomocą specjalnego programu mówiącego w moim komputerze. Poza tym instytut filologii germańskiej nawiązał współpracę z różnymi instytucjami oraz ludźmi dobrej woli, którzy pomogli sfinansować zakup specjalnego notatnika brajlowskiego, który pomógłby mi jeszcze pełniej uczestniczyć w zajęciach.
Chcę powiedzieć, że miałam różne prawa z tytułuu mojej niepełnosprawności, ale nigdy nie zdarzyło się, żeby ktoś wymagał ode mnie mniej niż od innych. Byłam i jestem z tego bardzo dumna, gdyż poziom mojej nauki był niemal równy z poziomem nauki osób dobrze widzących. Z każdym rokiem szło mi coraz lepiej. Dostałam miesięczne stypendium na jednej z niemieckich uczelni. Dobre wyniki w nauce pozwoliły mi również na uzyskanie stypendium naukowego z uczelni.
Przyszłość
Obecnie jestem na V roku. Zostało mi jeszcze trochę pracy, gdyż przede mną 5 dużych egzaminów oraz pisanie i obrona pracy magisterskiej. Po studiach pragnę dalej się kształcić. Myślę o studiach na kierunku tyflopedagogicznym oraz o orozwijaniu moich umiejętności językowych. Chciałabym znaleźć pracę i żyć normalnie - jak inni.
Moja dewiza życiowa
Jestem osobą pogodną, uśmiechniętą i pełną energii. Pragnę się rozwijać i być osobą aktywną, mimo swojej dysfunkcji wzroku. Staram się być samodzielna we wszystkich dziedzinach życia codziennego. Moją dewizą życiową są słowa z książki pt: "Mały Książę", które brzmią:
"Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu".
Teraźniejszość
Od I roku studiów tułam się po różnych stancjach. Sama sobie gotuję, sprzątam i wykonuję wiele innych czynności, które są niezbędne w codziennym funkcjonowaniu. Samodzielnie jeżdżę po kraju i nie tylko. Mam chłopaka, z którym jestem bardzo szczęśliwa. Dawid jest również osobą niewidomą. Darzymy się wielkim uczuciem. Wierzymy, że nam się uda.
W moim dotychczasowym życiu spotkałam wielu ludzi, którzy bardzo mi pomogli. Wierzę w to, że jeszcze wielu takich spotkam. Zawsze chcę, to, co dostaję od innych, podawać dalej. Codziennie wstaję z uśmiechem i pragnę dzielić się tym uśmiechem z tymi, którym brakuje wiary oraz nadziei. Każdy mój dzień jest walką i zmaganiem się z okrutną i bezlitosną rzeczywistością. Wiem, że nie mogę się poddać, bo każdy dzień pokazuje mi, że warto jest walczyć o normalne życie. Przez te wszystkie lata, od momentu utraty wzroku, nauczyłam się, że oczy są tylko jedną z wielu, wielu dróg, którymi można świat poznawać. Przekonałam się i przekonuję też o tym innych, że bez wzroku również można żyć i to w pełni. Rzeczą wiadomą jest, że pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć, ale nie jestem z moimi problemami sama.
Mieszkanie
Moja finansowa sytuacja jest bardzo trudna, gdyż rodzina mi nie pomaga. Jestem zdana sama na siebie. Muszę utrzymywać się z renty oraz świadczeń stypendialnych. Nie jest to łatwe. Moim marzeniem jest zakup mieszkania w Lublinie. Nie mam żadnych środków na ten cel. Od dzieciństwa marzyłam o swoim mieszkaniu, o domu, który byłby dla mnie taką przystanią, gdzie mogłabym się czuć bezpiecznie... Problemem jest dla mnie uzbieranie takiej sumy pieniążków, która pozwoliłaby mi zakupić mieszkanie. Wystarczyłoby mi kilkanaście metrów kwadratowych, gdzie mogłabym mieszkać, aby nie tułać się po stancjach, co jest dla mnie ogromnym obciążeniem psychicznym.
Pragnę zwrócić się w tym miejscu do ludzi dobrej woli o pomoc materialną. Jako osoba niepełnosprawna nie mam równych szans w pokonywaniu codziennych barier w stosunku do osób bez dysfunkcji zdrowotnych, na przykład w kwestii zarabiania pieniędzy. Chcę podkreślić, że każda pomoc będzie dla mnie ważna i za każdą pomoc będę niezmiernie wdzięczna. Wierzę, że jeśli ktoś pragnie czegoś całym sercem, to to się prędzej czy później ziści.
